|
Blog > Komentarze do wpisu
MostyJedno z moich ważniejszych odkryć w Ameryce dotyczy instytucji, których statusu długo nie mogłam zrozumieć. Bo jak nazwać organizację, które działa jak wyborczy sztab partii, konkretnej partii, a jednocześnie zapewnia że jest „niepolityczna”? A jednak, Amerykanie w długiej tradycji demokracji i nieustannych wyborów zbudowali wiele mostów pomiędzy światem polityki a ‘cywilnym”; mostów, które bez wątpienia są podstawą silnego i bezpiecznego państwa, gwarantem profesjonalnej polityki i zaangażowanego społeczeństwa. Odkryłam 3 kategorie takich mostów: przypartyjne instytuty polityczne, instytuty polityczne i think-tanki. Te pierwsze – przypartyjne- to niepolityczne, choć przyporządkowane do partii organizacje, wykonujące zadania w Polsce realizowane przez połączone sztaby czołowych polityków partyjnych i wynajętych agencji reklamowymi i PR. Organizują prawybory i wybory, korespondują z wyborcami, organizują wiece polityczne, szkolą kandydatów z finansów, kampanii politycznej, zarządzania – wszystkiego co w polityce potrzebne. Permanentna kampania wyborcza i system obejmujący prawybory sprawiają, że instytuty bez przerwy są jedną wielką fabryką polityków. To coś w rodzaju całkowicie sprofesjonalizowanego sztabu wyborczego, który odpępowił się od partii politycznej i wszystkich kandydatów wybranych w prawyborach przygotowuje na wojnę totalną z przeciwnikiem z partii konkurencyjnej, ucząc go podstaw komunikacji, zarządzania, fundrisingu i prawa wyborczego. Ten kampanijny outsourcing jest zjawiskiem najbardziej obcym dla polskiej kultury politycznej. Te drugie – ponadpartyjne - instytuty przybliżają polityków wszystkich opcji wyborcom, a wyborców – politykom. Instytuty ponadpartyjne organizują debaty polityków, spotkania polityków z lokalnym środowiskiem biznesowym, akademickim czy innym. Spotkania i debaty z politykami, czasami wielkimi sławami znanymi w całej Ameryce, są dla obu stron interesujące i pouczające. Na koniec tink-tanki – naukowe gniazda myśli politycznej, innowacji wprowadzanej do polityki i pogłębionej analizy wybranych zagadnień, np. polityki w sprawach kobiet. Najbardziej niewinne, najmniej polityczne, najmniej konieczne dla przeciętnego polityka. Bardzo bym chciała, żeby podobne instytucje mogły także w Polsce budować linki i mosty między polityką a przeciętnym obywatelem. Żeby w Polsce nie tylko na uniwersytecie, nie tylko dla studenta, ale dla każdego chętnego była szansa na realne spotkanie, rozmowę, poznanie polityki bez medialnego krzywego zwierciadła. Głęboko wierzę, że w nadchodzącej kadencji Sejmu uda się w końcu przeprowadzić projekt o fundacjach politycznych, który będzie początkiem gęstszej sieci instytucji pomostowych, które będą pokazywały ludziom, że warto rozumieć politykę, a politykom – że warto podejmować wysiłek spotkań z obywatelami. Trzymajcie kciuki. piątek, 16 września 2011, rajew33
|
|